v
wróć strona główna
           

Moja praca w Paragwaju



Serdecznie pozdrawiając Was z Asuncion, stolicy Paragwaju, chciałabym podzielić się z Wami tym, czym żyję od 3 lat w kraju mojego misyjnego przeznaczenia.
Siostry Misjonarki Służebnice Ducha Świętego przybyły do Paragwaju po raz pierwszy w 1920 roku. Wtedy też powstała misja nad rzeką Monday, istniejąca tylko 5 lat. Na te tereny Służebnice Ducha Świętego wróciły dopiero w 1952 roku. Rok temu, więc świętowałyśmy jubileusz 50 lat pracy na ziemi paragwajskiej, gdzie jesteśmy obecne na 10 placówkach.

Nasza działalność obejmuje przede wszystkim edukację i lecznictwo. Siostry różnych narodowości (m.in. Filipinki, Japonki, Paragwajki, Niemki) prowadzą tu sieć szkół Ducha Świętego, zajmujących się kształceniem na poziomie podstawowym, zawodowym i licealnym. Nauczanie w szkołach katolickich jest dużo lepsze niż w publicznych, finansowanych przez państwo. Koszty czesnego ( 3-4 dolary miesięcznie) są uzależnione od sytuacji materialnej uczniów. Paragwaj jest krajem skrajności: 10% społeczeństwa żyje w luksusie, a 60% w skrajnej nędzy lub biedzie. Dla ubogich stosowane są ulgi w postaci np. pomocy rodziców w pracach na rzecz szkoły, zapłaty w formie żywności ( dzieci rolników), zniżek dla rodzin wielodzietnych. „ Dzieci ulicy” korzystają z nauki za darmo. Bardzo przydatne okazują się szkoły zawodowe, w których młodzież uczy się krawiectwa, gotowania, fryzjerstwa, zasad prowadzenia domu i racjonalnego żywienia.

Drugą naszą dziedziną jest lecznictwo. Pracujemy w szpitalach, prowadzimy klinikę dla ubogich w Jose Domingo Ocampos, gdzie chciałabym pracować w przyszłości. Obecnie studiuję pielęgniarstwo w Encarnacion.

Poza tym moje współsiostry żyją wśród Indian, pomagają więźniom, prowadzą duszpasterstwo rolników. Organizują na wioskach nabożeństwa paraliturgiczne, mamy dom rekolekcyjny, gdzie przygotowujemy spotkania i sympozja, ostatnio np. dla młodzieży w obronie życia.

Wiadomo, że aby dobrze realizować dzieło misyjne, należy najpierw poznać kulturę i tradycje danego kraju. Ten zamieszkiwany jest w większości przez Paragwajczyków ( Metysów), a także Japończyków, Niemców, Argentyńczyków, Brazylijczyków oraz Indian. Rdzenni mieszkańcy Ameryki Południowej mają zupełnie inną mentalność niż my, Europejczycy....

Żyją w innym wymiarze, nigdy się nie spieszą, liczy się dla nich tylko dzień dzisiejszy, mało się troszczą o byt w przyszłości! Wystarcza im tylko minimum, tzn. wyżywienie( tańsze 2-3 razy niż w Polsce) oraz jakikolwiek dach nad głową. Rolnicy utrzymują swoje rodziny z hodowli przydomowej oraz upraw; dopiero pod wpływem m.in. ojców werbistów zaczęli produkować żywość na sprzedaż. Bardzo lubią poświęcać czas robótkom ręcznym: tkactwu, robieniu serwetek, szyciu koszul, torebek, plecaków. Wszystko barwią w sposób naturalny, jednak wyroby są zbyt cenne, aby korzystać z nich, na co dzień; nosi się je od święta i sprzedaje turystom...

Dużą barierę dla nas w porozumiewaniu się z miejscową ludnością stanowi język. Używają oni języka guarani, mimo że językiem urzędowym jest hiszpański. Od 2 lat guarani uczy się w szkołach, także w wersji pisanej, którą stworzyli jezuici.

Paragwaj od dawna jest krajem od dawna katolickim, ale jego mieszkańcy nie znają naszych tradycji, związanych z obchodzeniem Świąt Bożego Narodzenia czy Wielkanocy. Natomiast tradycją stało się odprawianie nowenny przed najważniejszymi świętami. Przez 9 dni sąsiedzi spotykają się wieczorami, aby wspólnie rozważać fragmenty Pisma Świętego, przygotowane przez kościół, dotyczące kwestii wiary czy postaw moralnych, np. uczciwości czy sprawiedliwości. W ostatni wieczór urządzają agapę- poczęstunek złożony z potraw, przyniesionych przez gości na wspólny stół.

Pobożność Paragwajczyków różni się od naszej: z jednej strony są bardzo religijni, np. obowiązkowo prosi się rodziców o błogosławieństwo znakiem krzyża, z drugiej nie czują oni potrzeby uczestniczenia we mszy świętej, nie dostrzegają także różnicy między nauką Kościoła katolickiego a nauczaniem kościołów czy sekt.

Odrębną kulturę mają Indianie. Stanowią oni 5 % społeczeństwa, żyją w rezerwatach, niektórzy zajmują się pracą na roli oraz przetwórstwem, co jesz efektem wieloletniej pracy misjonarzy...Nie tak dawno, bowiem Indianie traktowali uprawę ziemi jako karą za grzechy, zajęcie bardzo upokarzające i niegodne! Wierzą w jednego Boga, lecz są bardzo przywiązani do pradawnych obyczajów. Dlatego oo. werbiści starają się budować ich wiarę w oparciu o wspólne elementy ich kultury oraz chrześcijaństwa. Zaakceptowali indiański obrzęd chrztu, który w ich tradycji ma wielką wagę, gdyż wiąże się z nadaniem imienia. A imię wybierane jest bardzo długo, bo zawiera cechy danej osoby, jej przeznaczenie i jej historię. Indianie wierzą oczywiście również w Jezusa Chrystusa, ale.... wg mnie, żyją bardziej prawami Starego Testamentu.. Darzą miłością Matkę Bożą- jej najstarsza świątynia wraz z cudowną figurką znajduje się w Caacupe. W pobliżu bazyliki, za skałą, są umieszczone wielkie rzeźby, przedstawiające 3 indiańskie twarze( Toboti). Do tego miejsca kultu pielgrzymują na uroczystość Niepokalanego poczęcia NMP grupy Indian, wśród nich matki z kilku miesięcznymi dziećmi.


W pobliżu Encarnacion, nad rzeką Parana, znajduje się enklawa polska. W dwóch miasteczkach: Fram i Carmen mieszkają rodziny o polskich korzeniach- emigranci z lat 30-tych oraz ich potomkowie. Odwiedziłam ich kilkakrotnie. Mają świadomość polskiego pochodzenia, ale najmłodsze pokolenie nie mówi już językiem dziadków. Nawet Msza święta, odprawiana w kaplicy Matki Bożej Częstochowskiej, jest dwujęzyczna: po polsku i hiszpańsku. Od niedawna powróciła tu tradycja polskich obrzędów np. jasełek, obecnie trwają zabiegi o naukę polskiego w szkole. Teraz, dzięki pomocy ambasady i wspólnoty Polskiej, mieszańcy mogą uregulować swój status prawny w Paragwaju. Kiedy przybyli tu w latach 30- tych, nie było granicy między Argentyną a Paragwajem, stąd część ma obywatelstwo argentyńskie. Niektórzy z najmłodszego pokolenia pragną przyjechać do Polski, aby poznać kraj przodków...

Tam, gdzie mieszkam, siostry przy pomocy osób świeckich opiekują się „ dziećmi ulicy”. Są one wysyłane przez rodziców do zarabiania, np. do sprzedaży produktów, czyszczenia butów, noszenia skrzynek. Dochód z dnia mają przynieść do domu, w przeciwnym razie są karcone i bite. Dzieci te przychodzą do nas, gdzie uczą się podstaw języka hiszpańskiego, matematyki, higieny, religii. Zajęcia z nimi prowadzą wolontariusze lub osoby pobierające pensje; jeden nauczyciel ma pod opieką maksymalnie 3 uczniów z powodu dużych różnic ich poziomu: niektóre dzieci są opóźnione w rozwoju, inne nie chodzą do szkoły publicznej lub uczęszczają sporadycznie. Ja prowadzę dla nich katechezę. Poprzez przedstawienia, scenki i zabawy staram się im przekazać zasady dobrego życia, podstawy moralności i współżycia w społeczeństwie. Jest to bardzo trudne, gdyż często dzieci nie umieją okazywać pozytywnych emocji. Kiedy odgrywaliśmy wydarzenia z przypowieści o synu marnotrawnym, chłopiec, który wcielił się w rolę ojca, nie potrafił przytulić syna. Dzieje się tak, ponieważ głową domu jest matka, a ojciec często stanowi antywzór dobrego życia...

Otaczamy również opieką rolników bez ziemi. Rząd sprzedaje tereny, które dotychczas zamieszkiwali, dając im w zamian ziemie o wole gorsze. Stąd biorą się strajki rolników, kończąca się osadzeniem rolników w więzieniu. Większość tych rodzin mieszka w bardzo trudnych warunkach, w szopach z betonową lub drewnianą podłogą. Część zamieszkuje
„namioty” z folii, postawione na gołej ziemi. Z takiego właśnie schronienia udało mi się uratować 2 dzieci: dziewczynkę sparaliżowaną z powodu niepodania jej szczepionki oraz umierającego z głodu chłopca. Bazyli po urodzeniu ważył 3,5 kg, po 9 miesiącach przybył zaledwie 1 kg! Dzięki mojej interwencji dziecko trafiło do szpitala, gdzie zgodzono się nim zaopiekować. Ja musiałam zapewnić mleko, ubranie i lekarstwa, ponieważ lecznictwo w Paragwaju jest płatne. Kto nie posiada ubezpieczenia ( a takich jest wielu), nie ma żadnych praw.

Należę do legionu Maryi, opiekującego się więźniami. Dzielimy się z nimi Pismem świętym, starając się pomagać duchowo, nawiązując kontakt z sędzią itd. Nie wspieramy ich natomiast materialnie z powodu braku funduszy... Często dzielimy się po prostu własnymi zasobami. Tymczasem te same więzienia są odwiedzane przez przedstawicieli ok. 14 sekt, które werbują tych ludzi, ofiarując im pomoc finansową.

Tak miej więcej przedstawia się moja, a tym samym innych sióstr praca misyjna w Paragwaju. 50 lat cierpliwej służby w tym kraju daje owoce: powołania wśród miejscowej ludności, usamodzielnienie się wielu absolwentów naszych szkół, wdzięczność biednych, wykorzystywanych, zapomnianych... Jakże jednak wiele jest jeszcze do zrobienia!

Bez Waszej modlitwy i pamięci nie damy rady... Pamiętajcie, więc, proszę. Niech dobry Bóg Wam wynagrodzi Waszą miłość.

Z wdzięcznością

s. Wanda Maria Kurczab SSpS